Dziś jest niedziela. Uczestniczymy we
Mszy Świętej w pobliskiej parafii św. Jana Chrzciciela.
Potem wracamy do siebie i oczekujemy na
przybycie Agnieszki. O umówionej godzinie zmierzamy na dworzec PKP. Nareszcie, w końcu możemy osobiście się poznać.
Nie przedłużamy zbytnio spotkania, nasza
towarzyszka ma załatwiony nocleg u jakiejś znajomej swojej koleżanki, niech
więc odpocznie, ogarnie się. Od jutra wędrujemy we trójkę, jeszcze będzie czas
na rozmowy :)
Po południu Jarek odpoczywa, a ja robię
sobie mały krajoznawczy wypad. Przechodzę mostem łączącym oba kraje. Jak to dobrze, bez żadnych wiz, paszportów, kontroli, idziesz i po chwili jesteś w drugim państwie.
Spaceruję po Gorlitz i oswajam się z Niemcami, z tym brzmiącym wokół obcym językiem. Pierwsze wrażenia po niemieckiej stronie są bardzo pozytywne, wszędzie ład, porządek, uśmiechnięci i życzliwi ludzie, oby tak dalej :)
Spaceruję po Gorlitz i oswajam się z Niemcami, z tym brzmiącym wokół obcym językiem. Pierwsze wrażenia po niemieckiej stronie są bardzo pozytywne, wszędzie ład, porządek, uśmiechnięci i życzliwi ludzie, oby tak dalej :)
Tutaj, po drugiej stronie Nysy Łużyckiej nie działa mi już internet w telefonie, a żadnego niemieckiego starteru nie udało mi się na razie kupić. Spaceruję więc bez mapy, z nieco szybciej bijącym sercem, bacznie pilnując, żeby się nie zgubić. I trochę czuję się jak „odkrywca nowych światów” ;)
Zaglądam do informacji turystycznej, ale
tam nikt nie mówi po angielsku. Szok! Jednak na migi, posługując się jedynymi
na razie znanymi mi słowami po niemiecku „pilger” i „jakobswege” jakoś udaje mi
się wytłumaczyć o co mi chodzi i nabyć dla nas wszystkich niemieckie paszporty
pielgrzyma.
Credencial to po ichniejszemu
„pilgerausweis”, można połamać sobie język :)
Potem zmierzam do Katedry św. Jakuba. To
trochę daleko, ale nie szkodzi. Być w Gorlitz w trakcie pielgrzymki do Santiago
i nie nawiedzić tej świątyni, to przecież niemożliwe…
Zanurzam się w ciszy pięknej katedry…
Zanurzam się w ciszy pięknej katedry…
![]() |
Katedra św. Jakuba - Gorlitz |
Wracam więc do centrum, chłonąc całą sobą ten przedsmak świata czekającego mnie przez najbliższy miesiąc...
„Pierwsze koty za płoty” – pierwsza „większa” rozmowa w Niemczech w kościele św. Piotra i Pawła, gdy prosiłam o przystawienie pieczątek w paszportach, a przy okazji wywiązała się rozmowa dokąd idę, skąd wyruszyłam itd. Pani tylko po niemiecku, ja mieszanką polsko-angielską, ale gdy obydwie strony chcą, to jakoś można się dogadać. Pani nawet obiecała „trzymać kciuki” abym doszła do celu swojej wędrówki :)
Ciekawe jak to będzie od jutra. Z jednej
strony strach i lęk przed tym wszystkim co Nieznane, a z drugiej strony jakaś
wewnętrzna fascynacja właśnie tym Nieznanym...
Wierzę, że Pan Bóg będzie nas prowadził :)
"Ty tylko mnie poprowadź, Tobie powierzam mą drogę,
Ty tylko mnie
poprowadź, Panie mój"
Z każdym rokiem jest coraz ładniej w Zgorzelcu :)
OdpowiedzUsuń