Księżyc w pełni... Wielka, jasna kula
widnieje na niebie nad naszymi głowami. Mimo, że jest jeszcze ciemno to na
uliczkach Sarrii można już spotkać wielu pielgrzymów. Nie tylko ja wychodzę
przed świtem... Chociaż trudno się dziwić, że sporo ludzi już wędruje, przecież
tutaj dzień nastaje dopiero ok. 7.30.
Słynąca z mgieł Galicja odkrywa przede mną
swoje uroki, jakże inne wspaniałości od górskich widoków i jednocześnie jakże
zachwycające. Podziwiam krople mgły osiadające na pajęczynach, misternie
utkanych sieciach w różnych miejscach i o różnych kształtach. Zadziwiające!
Przepiękne!
Mgła osiadająca na wątłych niteczkach
pajęczyn… krople rosy na źdźbłach… wszystko w swej prostocie tak cudownie
piękne 😊
W Paradela śmieszna pieczątka ląduje w
moim credencialu. Te pieczątki, zbierane tak pieczołowicie przez całą
pielgrzymkę, będą po powrocie do domu niesamowitą pamiątką i wspomnieniem
Drogi…
Rzeczywiście daje się zauważyć, że wędrowców od dzisiaj jest więcej, przybyło zwłaszcza młodych ludzi, często w mniejszych lub większych grupkach. Ci śpiewają, ci gadają na cały zycher, ci śmieją się do rozpuku... chwilami mam wrażenie jakbym była na jakimś jarmarku. I tak już będzie do końca.
Ale tak naprawdę to wszystko, cały ten
zgiełk, jest jakby „poza mną”, przyświeca mi tylko jedna myśl – do Santiago
coraz bliżej!
A bliżej jest niezaprzeczalnie. Dziś
przełamałam ostatnią setkę. Pamiątkowe zdjęcie przy tym „magicznym” słupku
musiało oczywiście być. I pomyśleć, że na początku mej wędrówki tabliczki dystansowe
były czterocyfrowe. A teraz, ach jak miło patrzeć jak skraca się dystans
zaledwie już dwucyfrowy.
Mam jeszcze sporo czasu, więc drogę do
Monte de Gozo rozłożę sobie na 4 dni :) A co tam, będzie spacerek i króciutkie etapy
;)
![]() |
Portomarin w oddali |
Dziś kończę dzień w Portomarin, bardzo
miłym i uroczym miasteczku, które kiedyś przy budowie zbiornika wodnego zostało
przeniesione na wzgórze. Gdy jest niski poziom wody, na dnie zbiornika widać pozostałości po dawnym mieście. Dziś jednak nie uświadczymy takiego widoku, gładka tafla wody doskonale skrywa swe skarby...
Żeby dostać się do Portomarin trzeba przejść przez długi most, a
potem jeszcze wejść po wysokich schodach.
Zatrzymałam się w bardzo przyjaznej
alberdze Pasino a Pasino.
Później dotarła tu również duża
grupa Polaków, którą spotkałam dwa dni temu :) Bardzo miło spotkać się ponownie.
Po południu miasteczko tętni życiem pielgrzymów. Wszędzie widać Ludzi Drogi.
Wieczorem na Mszy Świętej jest bardzo dużo osób, cały Kościół jest wypełniony pielgrzymami. Pięknie, że po całym dniu
wędrówki, tak wielu ludzi właśnie tutaj szuka ukojenia i zakończenia tego dnia :)
![]() |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz