Od rana pada deszcz. Znowu... Niełatwe to
doświadczenie dla pielgrzyma…
Trzeba się mocno zmobilizować, by niezależnie
od wszędobylskiej wilgoci i szarości wokół, strużek wody ściekających po pelerynie i kropel deszczu
„dudniących” w głowie, by pomimo wszystko zanucić pod nosem:
„Dziękować Ci Panie nigdy nie przestanę
Za deszcz, za chmury, za wiersze śpiewane…”
Dom o zielonych
progach „Idę"
Ciężko mi się idzie, ostatnio mam coraz
większy problem z nogą. Oj, niedobrze... Dawna kurzajka na palcu u nogi, niby
od miesięcy zagojona, znów daje znać o sobie, „odżyła” i tępym bólem przy
każdym kroku przypomina mi o swoim istnieniu…
Na dodatek pokręciłam drogę i wskutek
mojej pomyłki mamy trasę wydłużoną o kilka kilometrów. No nieźle... Ale plus
tego jest taki, że idziemy odsłoniętą drogą i cały czas możemy podziwiać zamglone nieco krajobrazy.
Jak zwykle nie ma gdzie odpocząć. W
jakiejś małej miejscowości napotykamy w końcu ni to szopę, ni pseudo-garaż...
najważniejsze, że ma dach. W końcu można zdjąć mokrą pelerynę, plecak i chwilę
odetchnąć.
Zadowolone siadamy na drewnianej palecie i
wcinamy kanapki. Wtedy nadjeżdża właściciel owej budowli, ale oczywiście nie ma
sprawy, możemy sobie tu siedzieć. Pan nawet potem chciał nas zaprosić do domu,
ale podziękowałyśmy, bo byłyśmy takie brudne, mokre, w przemoczonych butach... nie
chciałyśmy mu nabrudzić i trochę było nam wstyd tak iść do kogoś.
A potem znowu zanurzamy się w deszcz. Na szczęście po drodze jest otwarty kościół, więc tam właśnie urządzamy sobie kolejny odpoczynek. Zanurzyć się w ciszy świątyni, nareszcie zdjąć pelerynę, usiąść na chwilę... i ruszyć dalej przed siebie :)
Dziś mija już tydzień odkąd jesteśmy we Francji. Kraj, przez który wędrówki tak się bałyśmy, okazał się bardzo przyjazny, a ludzie naprawdę życzliwi i pomocni.
A ja mam tu dodatkowo swojego „prywatnego”
ludzkiego „anioła stróża” :) Ania, siostra mojej koleżanki, mieszka w Paryżu i
dzięki temu, że mam francuski numer telefonu, jesteśmy w stałym telefonicznym
kontakcie. I choć nie dane nam spotkać się osobiście, bo Paryż jest bardzo
daleko, to jednak Ania naprawdę „opiekuje się” mną w takim wymiarze
duchowo-mentalnym. To bardzo miłe kiedy dzwoni, interesuje się czy wszystko jest
ok., podtrzymuje na duchu w chwilach trudnych, kiedy mogę z kimś porozmawiać po
polsku. Bardzo ważna i jakże cenna dla mnie jest też świadomość, że w razie
jakichkolwiek problemów językowych, Ania zaoferowała się telefonicznie
tłumaczyć i pomagać. Wspaniała kobieta o otwartym, życzliwym sercu :)
Ok. południa na szczęście przestało padać.
Czasem nawet na chwilę wyglądało słońce, jednak przewalające się nad nami
ciężkie chmury zdecydowanie utrudniały mu opromienianie ziemi...
Do Domrémy-la-Pucelle dotarłyśmy
zmęczone i choć jeszcze było dosyć wcześnie, to tutaj postanowiłyśmy poszukać
noclegu. Plebanii tu nie ma, „mairie” jest zamknięte bo dziś sobota, szukamy
więc informacji turystycznej. Jest tylko kasa biletowa do muzeum, bo Domremy to
miejsce urodzin św. Joanny d'Arc. Pani w kasie nie mówi po angielsku, ale udaje
nam się wytłumaczyć, że jesteśmy pielgrzymami i szukamy noclegu, czegoś
zwykłego i prostego, zdecydowanie nie hotelu. A pani wręcza nam ładną, kolorową
wizytówkę. Widząc nasze niepewne miny uspokaja nas, że na pewno jest to miejsce
dla pielgrzymów i mamy się nie martwić. Prosimy jeszcze, by tam zadzwoniła i
upewniła się co do ceny... i po chwili jesteśmy zaanonsowane, musimy jednak
dotrzeć na miejsce do godz. 15.
Łatwiej powiedzieć niż zrobić, bo zostało
nam 20 minut, a musimy wejść na wzgórze ok. 1,5 km za wsią. Mobilizujemy więc
wszystkie siły i idziemy najszybciej jak możemy, choć plecaki mocno nam ciążą w
tym pośpiechu...
Do Bazyliki dotarłyśmy idealnie na czas.
Jest tutaj coś jakby dom pielgrzyma (trochę tak jak u nas przy większych
sanktuariach). Pan tłumaczy nam, że tańsze pomieszczenia dla jakubowych pielgrzymów
jeszcze nie są gotowe, ale w tej samej cenie udostępni nam inny pokój (nie
wynika to bezpośrednio z rozmowy, ale domyślamy się, że te pokoje są raczej dla
gości przyjezdnych, w cenach francuskich od kilkudziesięciu euro wzwyż). A my
mamy zapłacić od 5 do 10 euro, ile uznamy za stosowne, a do tego jeszcze w
kuchni jest pełna lodówka, z której możemy korzystać do woli.
Pokój jest czyściutki, dwa łóżka, własna łazienka. Czuję się jakbym była w pięciogwiazdkowym hotelu. Chyba jestem w jakiejś bajce, aż trudno uwierzyć, że to się dzieje naprawdę 😀
Pokój jest czyściutki, dwa łóżka, własna łazienka. Czuję się jakbym była w pięciogwiazdkowym hotelu. Chyba jestem w jakiejś bajce, aż trudno uwierzyć, że to się dzieje naprawdę 😀
![]() |
Domremy-la-Pucelle - Eglise Saint Remy |
Wieczorem wracamy jeszcze do wsi na
sobotnią wieczorną Mszę Świętą. Tutaj przy kościele (a także wcześniej przed
bazyliką obok której mieszkamy), spotykamy turystów i zwiedzających. Widać, że
św. Joanna d'Arc jest ważna dla Francuzów. Trzeba więc będzie dowiedzieć się
nieco więcej o tej patronce Francji.
![]() |
św. Joanna d'Arc |
W drodze powrotnej z kościoła rozważamy
wszystkie „za i przeciw”, aż w końcu postanawiamy, że poprosimy o możliwość
pozostania tutaj przez jeden dzień. Ostatni dłuższy odpoczynek miałyśmy u Oli
we Frankfurcie, a od tego momentu minęło już sporo czasu. Ostatnie zawirowania
pogodowe również dały nam mocno w kość, a do tego ta moja noga… Zdecydowanie
potrzebujemy odpoczynku, a taka okazja w tak wspaniałych warunkach i takiej
cenie, chyba szybko się nie powtórzy :)
Nasz pan gospodarz nie ma nic przeciwko
temu. A wieczorem przyniósł nam jeszcze makaron i sos, abyśmy mogły przygotować
sobie ciepły posiłek. Niesamowity człowiek 😊
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz