Rano przyjemne zejście do Ollendorf
zachęcało do wędrówki. Fajnie jest tak wedrować lekko w dół, wtedy nogi same człowieka niosą.
Później jednak znów zaczęło się podejście do góry... ale
i tak dużo łagodniejsze niż się spodziewałyśmy, widać największe wzniesienia pokonałyśmy już wczoraj :)
Początkowo możemy jeszcze podziwiać widoki
i leciutkie mgły snujące się w dole, a później droga wiedzie już tylko przez
las. Kolejne kilometry i kolejne godziny, gdy wokół tylko zieleń i cudowny śpiew ptaków... Wspaniała kraina :)
Wędrówka upływa nam
przy dźwiękach ptasich symfonii…
Czyż przechodzenie przez takie leśno-łąkowe okna nie jest bajeczne?
Do Vacha wchodzimy po ładnym starym moście Brücke der Einheit (most jedności). To symbole tego miasta.
Nazwa rzeczywiście bardzo trafna, bo
przecież Vacha przez bardzo wiele lat było miastem granicznym pomiędzy dawnym
RFN a NRD, pomiędzy tzw. Wschodem a Zachodem.
![]() |
Brucke de Einheit - Vacha |
Za mostem wita nas jeszcze śmieszny
zielony ludek :) Grenzen überwinden – głosi napis na dole. No właśnie, „pokonać
ograniczenia” jak wskazuje nasz translator.
Po chwili dołącza do nas pewien pan, przez
kilka minut idzie razem z nami, by pokazać nam gdzie jest schronisko. Tu czeka
na nas Jarek. Oprócz niego jest jeszcze dwóch innych pielgrzymów.
Miejsce to jest bardzo przyjemne i
przestronne.
Udajemy się do polecanej w przewodniku
księgarni. Tutaj otrzymujemy certyfikaty przejścia Ekumenicznego Szlaku
Pątniczego oraz małe przypinki symbolizujące tą drogę. Za nami już całkiem
niemały etap w Niemczech…
Pan w księgarni obiecuje również
skserować Agnieszce jakieś mapy i informacje o noclegach na dalszą drogę. Ja akurat
nie mam takiej potrzeby, bo mapę mam w telefonie i przecież z niej
możemy korzystać, a o noclegach już nieraz pisałam.
Tak naprawdę to cieszę się, że dziś
kończy się Droga Ekumeniczna i zorganizowane, płatne schroniska. Zobaczymy co
będzie dalej, mam nadzieję, że wreszcie rozpoczniemy „normalny” pielgrzymi
żywot, bardziej zdamy się na Bożą Opatrzność i na ludzką dobroć, że choć w
części powrócimy do naszych pierwotnych założeń.
Wieczorem udaje nam się nawet coś
ugotować, choć nasze zdziwienie wzbudza prąd elektryczny na kartę. Karty te
otrzymaliśmy w księgarni, są doładowane na ileś impulsów. Jednak te jednostki
bardzo szybko znikają, więc chyba nie będzie mowy o nocnym włączeniu grzejnika,
który też jest na prąd :(
A potem czas na słodki odpoczynek :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz